„Mistrzowie niespodzianek wierni tradycji”

opublikowano 14 stycznia 2012 10:00:19 przez admin

slaska_karpaty

Jakiś czas temu przypominaliśmy historyczny, pierwszy mecz krośnieńskich piłkarzy pod nazwą Karpaty. „Biało-niebiescy” grali wówczas ze Śląskiem Wrocław i przegrali to spotkanie aż 0:3. Był to udany rewanż wrocławian za mecz otwarcia sezonu 1962/63 w II lidze, kiedy to nasza drużyna, jeszcze pod nazwą MZKS Krosno, sprawiła sporą niespodziankę ogrywając faworyzowanych gospodarzy. Mecz ten rozegrano 19 sierpnia 1962 roku na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu. Dziś przypominamy to historyczne wydarzenie i zwycięstwo krośnian nad obecnym liderem polskiej Ekstraklasy.

Śląsk Wrocław – MZKS Krosno 0:1 (0:0)

0-1 Zajdel (62)

Śląsk: Wilczyński (Szczęsny) – Gulba, Siegiert, Graboś, Skowronek, Witczak, Mazurkiewicz, Czarnecki, Śpiewok (Pasek), Działach, Panica.

Krosno: Kilar – Trzeciak, Sulik, Wnęk, Adam Matelowski, Kloc, Nowosielski, Zajdel, Przeworski, Tadeusz Matelowski, Andrzej Matelowski.

Sędziował: Liszka (Katowice).

Wierne tradycji odnoszenia nieoczekiwanych zwycięstw – Krosno i tym razem spłatało wrocławskim wojskowym przykrego figla. Nieoczekiwane zwycięstwo piłkarzy Podkarpacia jest niespodzianką dużego kalibru. Dodać jeszcze trzeba, że sukces ten jest jak najbardziej zasłużony, a przy szczęśliwym zbiegu okoliczności mógł on wypaść znacznie okazalej. Nasza drużyna zagrała dobry mecz. W pierwszej części miała wyraźną przewagę, będąc w stałym ataku na bramkę Wilczyńskiego. Nieliczne akcje ofensywne, które w tej fazie gry przeprowadził Śląsk, były pewnie likwidowane przez krośnieńską defensywę. Kapitalnie zagrał Kilar, o którego formę jeszcze do niedawna były obawy. Po zakończeniu spotkania trener wrocławskiej drużyny Władysław Giergiel oświadczył wprost: „Ten zawodnik powinien jechać do Budapesztu i grać w składzie drugiej reprezentacji”. Gospodarze przystąpili do tego spotkania nieco osłabieni, bez Rogoży, Sarny i Łuczka. Trójka tych zawodników została poważnie poturbowana podczas tournee po Holandii. Oczywiście okoliczność ta w minimalnym stopniu może usprawiedliwić mierną postawę wrocławskiej drużyny. Nie było żadnych powodów aby gospodarze grali wszerz boiska, do tyłu, nieskładnie, bez żadnej koncepcji.

Pojedynek na stadionie olimpijskim rozpoczęło „Krosno” w doskonałym stylu. W pierwszym kwadransie goście natarli tak ostro, że obrońcy Śląska pięciokrotnie ratowali się wybijaniem piłki na „róg”. Do 30 minuty ani jeden strzał nie został skierowany na bramkę Kilara. Po drugiej natomiast stronie Wilczyński z największym trudem wygrywał pojedynki z napastnikami „Krosna”. Dopiero w 35 minucie Działach zdołał się przerwać przez defensywę gości i strzelił w ręce Kilarowi. W tej samej minucie uległ kontuzji napastnik Śpiewok i od tej pory wrocławianie atakowali z jeszcze mniejszym animuszem.

Po zmianie stron gra się wyrównała, a pierwszą groźną akcję na bramkę Wilczyńskiego zakończoną ostrym strzałem przeprowadził T.Matelowski. W 60 minucie bramkarz Śląska rzucając się desperacko pod nogi jednemu z napastników uległ kontuzji i ustąpił miejsca Szczęsnemu. Za chwilę padła też rozstrzygająca bramka. Strzał Zajdla z 15 m był tak precyzyjny i tak mocny, że musiał znaleźć drogę do siatki. Jedną z nielicznych okazji do wyrównania miał w 70 min. Pasek, ale Kilar wykazał w tym momencie kapitalne wyczucie, broniąc strzału oddanego z najbliższej odległości. Jeszcze raz ten sam zawodnik próbował zmusić naszego bramkarza do kapitulacji, ale i tym razem przegrał z nim samotny pojedynek.

Ogólnie spotkanie stało na przeciętnym poziomie, a większość ciekawszych momentów, które obserwowaliśmy w trakcie gry była zasługą piłkarzy z Krosna. Śląsk rozczarował wrocławską widownię. W całym zespole na wyróżnienie zasłużył jedynie prawy obrońca Gulba. Wśród gości cała drużyna walczyła bardzo ambitnie. Dużą formę zademonstrował bramkarz Kilar, w linii ataku natomiast dobrze spisywał się Zajdel.

Źródło: Archiwalne wydanie „Nowin Rzeszowskich”, własne.

Reklama 12zawodnik.pl

R E K L A M A

Partnerzy-stopka